XXII niedziela zwykła (Mt 16,21–27)

Słowo Jezusa

Rozpoczynamy miesiąc wrzesień. Dla wielu to rozpoczęcie nowego roku szkolnego czy formacyjnego. Dla innych to miesiąc związany z walkami o Ojczyznę. To wszystko jednak warto zawierzać Bogu i Jego Opatrzności, zwłaszcza, że każdą dziedzinę życia dotyka pandemia. Jednoczmy się w modlitwie i pomagajmy sobie nawzajem w tym trudnym czasie.

Dzisiejsza Ewangelia jest bezpośrednią kontynuacją Ewangelii z poprzedniej niedzieli. Tam przyglądaliśmy się Jezusowi, który nie daje się zamknąć w ramach, ale jest nowością, zarówno dla Izraela, jak i dla nas. Dzisiaj ta nowość daje o sobie znać. Jezus zaczyna w taki sposób: „Jezus zaczął wskazywać swoim uczniom na to, że musi iść do Jerozolimy i wiele cierpieć od starszych i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie” (Mt 16,21). W żadnej innej religii nie spotkamy tego, co uczynił Jezus: ani Wcielenia Boga, ani śmierci dla odkupienia człowieka. Nowość Jezusa przekracza bowiem granice ludzkiej wyobraźni odnośnie Boga, ludzkich pragnień. Jak nam ciężko jest nieraz umrzeć dla kogoś: poświęcając się robiąc dla kogoś kanapki, sprzątając, wyrzucając śmieci, kosząc trawę, spędzając z kimś czas, podwożąc kogoś do lekarza, czy płacąc za kogoś rachunki. Spotkać się można wtedy z wieloma wymówkami, które toczą serce i umysł, a do tego pokolorowane są niechęcią, narzekaniem i poczuciem wykorzystania. Nie spotkałem w Ewangelii momentu, ani w Tradycji Kościoła, żeby Bóg narzekał na to, że przyszedł nas odkupić. Jezus w ten sposób pokonuje nasze myślenie.

Wielu z nas tego nie rozumie. Nie zrozumiał tego również św. Piotr, który „wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie” (Mt 16,22). Nie dziwi postawa Piotr. Przed chwilą bowiem wyznawał wiarę w Jezusa. Widział w Jezusie spełnienie marzeń, że jego naród będzie wolny. Sam widział jak ważny jest dla Jezusa, przecież przed chwilą usłyszał, że będzie się nazywał Piotr i będzie opoką Kościoła. Jaka duma musiała być w Piotrze, bo przecież bez niego, owej skały, nie miało być Kościoła. Ale Piotr zatrzymał się tutaj na rozumieniu już ludzkim, nie Bożym, zatrzymał się na dumie, a nie na poświęceniu Jezusa, zatrzymał się na sobie, a nie na Jezusie. Dlatego tak gorzkie słowa usłyszał Piotr, który dopiero co przed momentem jako jedyny wyznał wiarę w Jezusa, jako prawdziwego Syna Bożego, będąc tak bliski Jezusowi i jako jedyny słyszy od Jezusa: „Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo myślisz nie na sposób Boży, lecz na ludzki” (Mt 16,23).

Piotr musi usłyszeć te słowa, aby się otrząsnąć. Piotr otrząśnie się jeszcze nie raz. Pewnie pamiętamy chociażby jego zachowanie podczas procesu Jezusa, jak wyparł się Jezusa, a później gorzko zapłakał (zob. Łk 22,62), albo jak stał nad jeziorem Genezaret z Jezusem i trzykrotnie wyznaje miłość wobec Jezusa (zob. J 21,15n). Czasami od Jezusa chcielibyśmy usłyszeć tylko piękne słowa: Bóg mnie kocha, On chce mojego zbawienia, wszystko dla mnie zrobi. Ale byłby to tylko „wycinek” Boga, który jest Prawdą. Niektórzy pamiętają, jak w szkole podstawowej nauczycielka powiedziała: ale z Ciebie urwis, albo jak dalej tak będziesz robił to nic z Ciebie nie wyrośnie. Te słowa mogły uratować niejedną skórę, a dany uczeń pewnie porzucił flamaster i malowanie ubikacji czy przystanków, albo zaczął być grzeczny na lekcji. Mogliśmy usłyszeć różne słowa, które nas mogły zmotywować. Bóg musi również i nam powiedzieć takie słowa, które pójdą nam w pięty, który uderzą w serce i je odmienią, które będą nurtowały rozum i ustawią na nowo myślenie. Czasami musimy usłyszeć od Jezusa takie słowa, od których spalimy się ze wstydu czy które nas wyprostują i postawią do pionu. Nie ma, co się bać takich słów. Bo Słowo Jezusa nas zbawia, nawet to trudne i bolesne. Bądźmy otwarci na Słowo Jezusa. Panie Jezus, chce przyjmować każde Słowo pochodzące od Ciebie! A do czego wzywa Ciebie dziś Pan?

Błogosławionej niedzieli! +

ks. Damian Ziemba