XVII niedziela zwykła (J 6,1-15)

Czego szukam w Jezusie?

W Liturgii Kościoła w czasie wakacji dość często wspominamy różnych świętych. Są oni nam podawani, jako przykład kroczenia za Jezusem, ale także mają nas w czasie wakacji motywować, aby walczyć o swoją świętość. Warto w czasie wakacji poczytać ich życiorysy, zainteresować się nimi, niech będą dla nas inspiracją.

Dzisiejsza Liturgia Słowa przypomina nam, że Bóg zaspokaja potrzeby naszego życia. W pierwszym czytaniu słyszymy: „Podaj ludziom i niech jedzą, bo tak mówi Pan: Nasycą się i pozostawią resztki” (2 Krl 4,43). „Bóg i Ojciec wszystkich, który jest i działa ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich” (Ef 4,6), jak Go określa św. Paweł. To odzwierciedla się w Ewangelii. Ludzie jednak traktują Jezusa, jako tanią sensację, nie odkrywają jeszcze prawdy w Jezusie.

Szedł za Nim wielki tłum, bo oglądano znaki, jakie czynił dla tych, którzy chorowali” (J 6,) oraz „A kiedy ludzie spostrzegli, jaki znak uczynił Jezus, mówili: „Ten prawdziwie jest prorokiem, który ma przyjść na świat”. Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem” (J 6,). Wygląda na to, że ludzie szukają w Nim taniej sensacji, którą mogą wykorzystać dla siebie: jedni dla uzdrowień, a inni dla oglądania znaków i cudów. Jezus staje się więc dla wielu marionetką, bo na dodatek ludzie chcieli Go porwać i obwołać królem, skoro Jezus ma jakieś niezrozumiałe magazyny chleba. Jak bardzo Ci ludzie byli zatopieni w życiu, skoro chcą obwołać Jezusa królem nie po uzdrowieniach, ale dopiero po rozmnożeniu chleba. Oni szukali Jezusa dla wygody życia i ważniejsze dla nich było zapchać brzuch niż zobaczyć Kogoś więcej. Dziś warto zapytać siebie: czego szukam w Jezusie?

Jezus daje się dziś poznać, Kim On tak właściwie jest. Okolicznością jest fakt, że „zbliżało się święto żydowskie, Pascha” (J 6,), święto w którym każdy Żyd doświadczał wyzwolenia z Egiptu, swojej niewoli i stawał się świadkiem Mocy Boga. Jezus też dziś okazuje swoją moc, pokazując, że jest Bogiem. „Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił i z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał” (J 6,). Może i my nie jesteśmy dziś głodni, nie brakuje nam chleba, kaszy czy ziemniaków albo innych rarytasów. Jednak ta sytość i posiadanie wszystkiego prowadzi do tego, że nie doceniamy tego, co mamy. Fajnie to widać po dzieciach. Ile się im kupuje zabawek, jak się ich zabiera w każde miejsce, muszą mieć przecież wszystko, muszą być wszędzie. Stosy zabawek przewalają się po pokoju i zabawka, która jeszcze w niedzielę po odwiedzinach wujka była hitem dziś jest w kącie i przeszkadza. Dzieci nie doceniają tego, co mają, bo mają za dużo. My dziś też mamy za dużo, pogoń za posiadaniem więcej i więcej, bo pracujemy więcej pieniędzy, technologii itd., a mniej czasu i życia, pokazuje, że gubimy to co najważniejsze.

Mamy dwa głody, jako ludzie: materialny i duchowy. Pierwszy patrzy na to co tutaj i jest to ważna część życia, ale dość często zamyka na przestrzeń ducha, przez co powiększa dystans między człowiekiem a Bogiem. A paradoks pozostaje w tym jeden: mamy pełne żołądki, ale umieramy z głodu. Umieramy, szukając atrakcji życia, jego sensu, zaspokajając pustkę w różnych relacjach, używkach, maskach itd., bo odcinamy się od Boga. Dlatego Jezus dziś po cudzie: „sam usunął się znów na górę” (J 6,). Lekarstwem dla nas, aby się dziś nie zagubić jest to, aby znaleźć czas na swoją „ucieczkę” od życia: modlitwa osobista, w której jesteśmy sami z Bogiem, sakramenty: a zwłaszcza Eucharystia, w której Jezus daje nam siebie: w Słowie oraz Ciele i Krwi oraz Pokuty i Pojednania, w której Jezus nas podnosi oraz cisza, w niej przemawia Bóg. I pocieszające jest to, jak wiele osób dzisiaj w taki sposób przeżywa życie. Nie są to moherowe berety, albo babeczki z trzęsącym się różańcem w ręku. Tych ludzi jest wiele: młodych, dorosłych i starszych. To jest znak czasu dla całego Kościoła.

Bóg nie chce wymuszać naszej wiary przez cuda. Gdy tak było, to na każdym rogu Bóg czyniłby cuda, na każdym rogu stałby Boży człowiek / charyzmatyk i w imię Jezusa by dokonywał uzdrowień. Cuda są ważne, ale wiara rodzi się podczas osobistego spotkania z Bogiem, rodzi się ze słuchania. Wiara nie bierze się z tego ile cudownych chlebków albo ryb zjemy, ile cudownej wody z różnych źródełek wypijemy, ale wiara rodzi się ze słuchania Jezusa. Cuda, mają nam pomóc, dodać sił w słuchaniu Jezusa, rozumieniu Jezusa i naśladowaniu Jego. Dlaczego uczniowie nie chcieli obwołać Jezusa królem tylko ludzie? Bo oni słuchali Jezusa, Jego słów, a tłum widział cuda. Boże, dziękuje Ci, że pozwalasz mi w sobie znaleźć to co najważniejsze, sens mojego życia, zbawienie! A co Słowo, Pan Bóg mówi dzisiaj Tobie?

Błogosławionej niedzieli i czasu zwykłego! +

ks. Damian Ziemba