Poświęcić czas

Są wśród nas sowy i skowronki, a są też leniwce. Oto poniżej odpowiedź na pytanie, kiedy robić Namiot Spotkania w zależności od naturalnych predyspozycji.

Namiot po żydowsku

Żydzi liczyli dzień poczynając od wieczoru. O zachodzie słońca zrywali kartkę z kalendarza inaugurując kolejną dobę czekania na Mesjasza. Kiedy budzili się rano, był ten sam dzień, w którym się położyli. Stąd też w Księdze Rodzaju czytamy: tak upłynął wieczór i poranek, dzień pierwszy. Gdyby Biblię pisali Europejczycy, pewnie upłynąłby poranek i wieczór. Ta sama zasada sprawia, że Wielkanoc zaczyna się w Sobotę wieczorem, a nie w Niedzielę rezurekcją.

Namiot po żydowsku to strategia dla osób, które nie zasypiają wraz z wybiciem 20:00. Jeśli więc jesteś sową lub nocnym Markiem i twoja aktywność przejawia się najbardziej wieczorem i później, a przy tym chcesz na co dzień żyć Słowem Bożym z dnia[1], polecam nocne czytanie. Polega to na tym, iż kiedy ma się ku zachodowi i dzień się już nachyla należy rozbić Namiot i do niego wejść. Przedmiotem rozważań jest wtedy liturgia słowa z dnia następnego, czyli np. jeśli jest piątek wieczorem, otwieramy czytania z soboty. Dzięki temu wstając rano w sobotę, będziesz mieć to Słowo już w głowie i w sercu – jest ono wyznaczone przez Kościół właśnie na ten dzień. Pozwala to żyć nim już od otwarcia oczu, aż do następnego namiotu. Medytacja piątkowego słowa w piątek po zmierzchu ma ten ogromny minus, że właściwie nie ma czasu, aby danym słowem pożyć – od razu idziemy spać. Szczególnie jest to widoczne w święta i uroczystości. Dodatkową korzyścią tej metody jest fakt, iż o tej porze dom jest już uciszony, panuje względny spokój i być może nawet samo nocne oświetlenie lub jego brak sprzyja skupieniu. Prawdopodobieństwo, że ktoś w tym czasie będzie do nas pisał, dzwonił lub wzywał np. do uprawiania rzodkiewki jest znacznie mniejsze niż w ciągu dnia.

W „Namiocie po żydowsku” trzeba uważać, aby nie przegiąć  i nie zostawiać Bogu najgorszego czasu. Kiedy już jesteśmy śpiący, zmęczeni i lekko nieprzytomni… Kiedy już zrobimy absolutnie wszystko, to znaczy wymalujemy paznokcie, oglądniemy odcinek Złotopolskich i półleżąc w łóżku (jeszcze tłumacząc sobie, że no przecież Żydzi w tej pozycji spożywali Paschę, więc to nic złego), przeprosimy na chwilę kolegę na facebooku informując, że zaraz wracamy… Wtedy to będzie po prostu wstęp do drzemki.

Pierwociny dnia

Wielokrotnie widzimy w Ewangelii jak Jezus wstaje rano, gdy jeszcze jest ciemno i udaje się na miejsce osobne, aby się modlić. Także Stary Testament mówi nam o takim czasie na medytację: Budzą się moje oczy jeszcze przed świtem, aby rozważać Twoje słowo, Panie. Albo Pan Bóg […] każdego rana pobudza me uchu, bym słuchał jak uczniowie. I tak można rozważać Słowo każdego dnia rano lub nawet o świcie, aby była to pierwsza czynność naszego dnia, aby cały dzień stał się wypełnianiem tego, co się przeczytało. Dobrze jest już o świcie chwalić Pana, szukać Jego łaski, powierzać mu to, co zamierzyliśmy. Jest to najlepszy czas. Z pewnością nie jesteśmy wtedy zmęczeni, minione wydarzenia i przesłuchane piosenki nie huczą w głowie, domagając się uwagi. Spośród trzech metod osobiście tę polecam najbardziej.

Istnieją osoby, które po otwarciu oczu od razu są rześkie, pełne energii i natychmiast mogą przeprowadzać skomplikowane procesy myślowe. Inni wyznają zasadę, że życie zaczyna się od porannej kawy i na drodze od łóżka do czajnika przechodzą ewolucję do ameby do formy w jakiej widujemy ich w szkole czy pracy. Warto więc zbadać swoje możliwości i dowiedzieć się którą z grup reprezentujemy. Być może da się odprawić Namiot Spotkania zaraz po otwarciu oczu, aczkolwiek nie znam nikogo kto tak robi, a i na sobie sprawdziłam, że jest to daremny trud. Najlepiej wstać, obmyć twarz, przywdziać jakąś szatę, może nawet coś zjeść i wtedy przystąpić do działania.

Ważną rolę w tej metodzie odgrywa organizacja. Dzień wcześniej warto ustalić, ile czasu poświęcamy na dane czynności i Namiot, aby zdążyć na zajęcia czy na spotkanie z szefem. Trzeba wszystkie obowiązki wykonać dodatkowo na tyle wcześnie, by potem wyspać się i spokojnie wstać. Zaskakującym niebezpieczeństwem okazuje się tu być weekend i dni wolne. Kiedy uczęszczamy do pracy czy szkoły, łatwo wchodzimy w rytm poranka, nadto wiemy, że nie ma chwili do zmarnowania, więc robimy wszystko sprawnie. Ale za to w sobotę można jeść jajo godzinę, dojechać do krańców Internetu, a medytację zrobić i tak po Apelu…

Umówiłem się z Nią na 9:00

Pozostaje nam reszta dnia. To dobry sposób dla tych, którzy prowadzą nieregularny tryb życia (np. ze względu na przedziwny układ zajęć na uczelni) oraz dla miłośników liturgii godzin, odmawiających rano jutrznię, a wieczorem nieszpór i kompletę. Także ci, który uwielbiają odprawianie Namiotu Spotkania w kościele odnajdą się tutaj chyba najlepiej. Metoda dobra również dla śpiochów.

Można się więc na to spotkanie po prostu umówić. Dzień wcześniej (!) ułożyć sobie mniej lub bardziej przybliżony plan kolejnego dnia i w nim wyznaczyć święty czas na Namiot. Trudność jest tu taka, że trzeba się tego rzeczywiście trzymać. W Małym Księciu znajdujemy znany dialog tytułowego bohatera z lisem, podczas którego ten ostatni wyjaśnia, w jaki sposób go oswoić. Wspomina, że dobrze jest umawiać się na daną godzinę, bo wtedy lisek już długo wcześniej będzie się cieszył na spotkanie. Co by jednak było, gdyby Książę nie przybył? Pewnie liskowi pękłoby serce, a jeśli nawet nie, czułby się zlekceważony. Kiedy więc umawiamy się z Jezusem, trzeba rzecz potraktować znacznie poważniej niż w przypadku spotkań z lisami, bo On tym bardziej będzie na nas czekał. No chyba, że nadal wyznajemy zasadę „Bóg się nie obrazi”. W jednym z objawień Jezus zwraca uwagę, że jest mu bardzo drogie dotrzymywanie wszelkich obietnic Mu złożonych, nawet tych malutkich. Czyli mamy być wierni nawet w tych drobnych rzeczach.

Istnieje też inna strategia zarządzania tą częścią doby. Modlitwa Namiotem Spotkania jest tu pierwszą czynnością jaką wykonujemy po „twardych” punktach naszego dnia takich jak studia czy kariera, lub przed nimi, jeśli nie zaczynają się o poranku. Odgórnie rezerwujemy na Namiot pierwszą wolną chwilę. Plusy są takie, że czas poświęcony na modlitwę jest bardzo dobry, a opcja bezpieczna. Jeśli rzeczywiście coś niespodziewanego nam wypadnie, mamy jeszcze możliwość zrobienia Namiotu Spotkania wieczorem. Minus to to, że zawsze na horyzoncie pojawiają się jakieś ważniejsze sprawy, które bombardują nas i żądają atencji, a za każdym razem odkładanie Namiotu na później jest wysoce ryzykowne.

Jezu, rządzisz!

Żydzi składali Bogu dary z najlepszych rzeczy, jakie mieli – pierwszorzędna jałówka, najczystsza mąka, baranek bez skazy… Gdyby dawali chore lub popsute nie byłaby to ofiara, ale pozbycie się. Jako, że nie hodujemy już bydła, a nawet z rzeżuchą idzie nam marnie, pozostaje czas. Najlepszy z najlepszych. Z przeprowadzonych badań wynika, że animatorzy, którzy robią Namiot Spotkania nigdy nie żałowali, że się za niego zabrali, odłożywszy na później wszystko, co wydawało się palące i niecierpiące zwłoki. W ciągu dnia nie uda nam się dokonać niczego większego niż twarzą w twarz rozmawiać z Bogiem.

Gio, Weronika Sarna i inni


[1] Chodzą słuchy, że można robić Namiot Spotkania z jakichś innych fragmentów Biblii niż liturgia Słowa na dany dzień, ale temat ten jest na razie niezbadany.