Kim jesteśmy i czy umiemy pomagać innym – czyli 2 zjazd 2. roku SA

Czyżby II zjazd drugiego roku Szkoły Animatora rozpoczął się kartkówką? Czy kogoś z nas to jeszcze zdziwiło? Spokojnie, wszyscy zdążyli się przyzwyczaić (co nie znaczy oczywiście, że wszyscy zdążyli te lektury przeczytać). Około 40 osób zebrało się w jadalni Taboru i zabrało się za podpisywanie kartek. Żebyśmy się nie przerazili, pierwsze pytanko dotyczyło kroków, na które mieliśmy zwracać uwagę na tym zjeździe – i myślę, że każdy z nas zdobył te 2 punkty[1]. A odpowiedzi na dalsze pytania trzeba już było wykombinować… albo znać 😀

I znowu lipa

Mimo zmęczenia całym dniem nie było mowy o odpoczynku – całą grupą poczłapaliśmy grzecznie na zajęcia „Jaki Jestem” prowadzone przez panią psycholog Ewę Rybkę-Oktabę. Naszym pierwszym zadaniem było kreatywne przedstawienie siebie na kartkach papieru. Pani Ewa ułatwiła, a zarazem utrudniła nam zadanie – dostaliśmy farby, pędzle, mazaki, puchowe kuleczki i wiele innych drobnych udogodnień. Cóż… Kto powiedział, że nie można być dzieckiem przez całe życie? A Ojca, to my mamy najlepszego! Każdy z nas miał mnóstwo frajdy – i o to właśnie chodziło! Po 6-minutowej „zabawie” krótko przedstawiliśmy nasz rysunek, dzieląc się przy tym z grupą jedną cechą, która odróżnia nas od innych. Na zajęciach zostaliśmy też podzieleni na 3 grupy. Porządkowaliśmy wspólne myśli wylane chwilę wcześniej na szary papier, a były na nim nasze emocje, nasze potrzeby i sytuacje, w których jest nam źle.

face-floor

Ten zjazd uświadomił nas, jakie są prawne aspekty oazy wakacyjnej oraz to jak radzić sobie z trudnymi uczestnikami. Myślę, że każdy z nas przekonał się, co to jest odpowiedzialność. Mieliśmy też okazję sprostać „wymaganiom stawianym animatorom w praktyce”, czyli po prostu sprzątaliśmy Tabor! Zaszczyt, prawda? 😀

Kiedy na twej drodze staje trudny uczestnik…

Punktem sobotniego programu, który z pewnością zapadł nam w pamięć, były scenki nawiązujące do jednych z trudniejszych sytuacji na oazach: animator muzyczny, który zachorował w Dniu Wspólnoty, dziecko płaczące z powodu bólu brzucha czy w końcu animator zrzucający obowiązki wykonania dyżuru na swoją grupę. Ale kto powiedział, że nie mogą być one przedstawione w zabawny sposób? Na pewno nie my! Każda grupa świetnie poradziła sobie z zadaniem, co często było równoznaczne z rozśmieszeniem publiki. Zwycięzcy tego „mini konkursu” nie zapomnieli o podzieleniu się nagrodą z całą wspólnotą.

Chwila przed tym jak zostawili sieci

Kroki: Świadectwo i Nowa Kultura służyły nam za wzór i ożywiały nas na tym zjeździe. O ich ważności przekonywaliśmy się na katechezach ks. Tomasza, spotkaniu z diakonią misyjną, a także na Godzinie Świadectw.

Gdyby tak zmienić nazwę Szkoły Animatora na Gang Świeżaków to też by pasowało

Wyjechałam bogatsza w nowe doświadczenia duchowe oraz z poczuciem, że mam gdzie i do kogo wrócić. Doświadczyłam charyzmatu wspólnoty. A przede wszystkim mam poczucie, że nie tylko „naładowałam baterie”, ale podpięłam się do Źródła, którym jest Jezus Chrystus!

 

Klaudia Spyrka


[1] Niestety nie [przyp. „dużego” animatora].