3 ciekawostki biblijne, o których nie wiedziałeś

Opowieść o tym, że Żydzi nie lubili się z Samarytanami jest powszechnie znana. Nawet to, że Samarytanka wyszła w południe po wodę, a tego się przecież nie robiło, trudno byłoby określić mianem breaking news. A zatem czas na coś naprawdę nowego.

Iść, ciągle iść w stronę Słońca

czyli Kantyk Zachariasza

Dzięki serdecznej litości naszego Boga z jaką nas nawiedzi z wysoka wschodzące słońce.[1]

Prawdopodobnie można śpiewać ten fragment co rano w jutrzni i nie zauważyć, że coś jest nie tak. A właśnie coś tu nie gra. Cała niezwykłość, cały wic polega na tym, że słońce nie wschodzi z wysoka, ale „z dołu”. Gdyby wschodziło z góry, to mówilibyśmy pewnie, że schodzi. I patrzylibyśmy na romantyczne schody słońca. A tak Helios co rano wyłania się zza kuli ziemskiej i wędruje do góry.

Istnieje starożytna mozaika[2] chrześcijańska, przedstawiająca Jezusa na rydwanie, w konwencji w której ukazywano Heliosa – boga słońca. Jak to mówił święty Ignacy z Loyoli z tego co się ma, należy wyrzucić tylko to, co jest złe, a to co dobre pozostawić. Tak też chrześcijaństwo radziło sobie doskonale w warunkach post-hellenistycznych, przejmując i adaptując to co się dało. Stąd też mamy aureole. Święty Franciszek w pieśni słonecznej mówi o słońcu: Twoim, Boże, jest wyobrażeniem. I nie myli się.

Już samo patrzenie na słońce jest dla nas niebezpieczne, co dopiero, gdyby choć trochę zbliżyło się do ziemi. W mgnieniu oka zamienilibyśmy się w popiół. Tak i z Najświętszym, przed którym Mojżesz zasłaniał twarz, a każdy Izraelita wiedział, że kto ujrzy Jego oblicze, nie może pozostać przy życiu. Nawet anioły u proroka Izajasza posiadają specjalną parę skrzydeł przeznaczoną wyłącznie do zakrywania twarzy przed wielkością tego, któremu śpiewają Święty, Święty, Święty. Kiedy więc Słońce Sprawiedliwości, zechciało rzeczywiście zamieszkać na ziemi, rozedrzeć niebiosa i zstąpić, kiedy Bóg sam przyszedł, aby nas zbawić, ukrył się w ciele, istniejąc ciągle w postaci Bożej. I jak wiemy w zewnętrznej postaci uznany został tylko za człowieka[3], a doszło nawet do tego, że postać jego, była niepodobna do ludzi. I jeszcze więcej! Święty Tomasz z Akwinu pisze, a my śpiewamy z nim: Bóstwo swe na krzyżu skryłeś wobec nas/ tu ukryte z bóstwem człowieczeństwo wraz. A pisał to o Hostii. To właśnie Ona pod postacią chleba, kryje zarówno prawdziwe bóstwo Chrystusa jak i Jego człowieczeństwo. Czasami słońce przykryte cieniutką warstwą chmur zdaje się być pozbawione promieni i jakby mniej płomienne. I wtedy właśnie przypomina Hostię.

A zatem jak mówił Norwid: We wszystkim do mnie przemówiłeś Panie.

Gdyby się dobrze przyjrzeć monstrancje przeważnie są bardzo słoneczne. I tak też Jezus jest światłem, co nigdy nie gaśnie, słońcem nie znającym zachodu, światłością, w której nie ma żadnej ciemności, światłem na oświecenie pogan, światłem i zbawieniem naszym, światłością świata. Psalm 19 pisze o słońcu, że wychodzi ono jak oblubieniec ze swej komnaty. To tekst podobny do omawianego przez nas: Chrystus – Oblubieniec, opuścił niebo i przyszedł na ziemię. Fragment Kantyku Zachariasza mówi o kenozie, o uniżeniu Boga-Człowieka z jednej strony, z drugiej zaś o niemożliwej do pojęcia łasce jaka spotkała ziemię tj. „nas”. O, gdybyśmy znali dar boży i wiedzieli kim jest TEN!

Klękajcie narody

czyli IV Pieśń o Słudze Jahwe

IV Pieśń o Słudze Jahwe[4] odczytywana jest w Wielki Piątek jako pierwsze czytanie. Prawdopodobnie każdy zna jej pokaźne fragmenty na pamięć. Mało kto jednak wie, że jest ona rozmową, polilogiem w którym występuje trzech bohaterów: Bóg, królowie pogańscy i narody. Dokładną rozpiskę tego kto, co mówi, można znaleźć w Biblii tysiąclecia w przypisach do Pieśni. Bohaterowie rozmawiają o poniżonym Słudze Pańskim, którego widzą na własne oczy. Ten zaś milczy. Wydaje się, że powiedział już wszystko wcześniej. Pieśń IV wypowiada się na Jego temat zawsze w trzeciej osobie. Mówią o nim wszystkie narody, ludy i języki, zdumione tym, kogo widzą i osłupiałe wobec prawdy, jaka została im objawiona. Że oto Ten, którego uznały za skazańca, jest umiłowanym synem Bożym, że Ten chłostany przez Boga, za nich ponosi ofiarę.

Fakt, że Pieśń jest dialogiem Boga z mieszkańcami ziemi wskazuje wyjątkowo na jej jakby misyjny charakter. Oto mówią o Mesjaszu ci, za których On został zabity i których własną krwią nabył dla Boga. Wcale nie są to Żydzi. Biblia oddaje tu głos reszcie świata. Oto Filistea, Tyr i Etiopia!

Kiedyś znajomy ksiądz misjonarz opowiadał nam, że jakiś mężczyzna w Brazylii sprzedał swoją żonę za telewizor. Zastanawiałam się jak musiała się czuć ta kobieta. I pomyślałam, że rzeczywiście Mesjasz zamkną w sobie każdy rodzaj ludzkiego bólu – nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym boleściom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu. Chociażby to, że też był sprzedany. Dlatego nawet krańce ziemi mogą powiedzieć: w Jego ranach jest nasze zdrowie, On się obarczył naszym cierpieniem, on dźwigał nasze boleści.

Inną ciekawostkę stanowi fakt, iż w księdze Dziejów Apostolskich znajdujemy fragment w którym pewien Etiopczyk  przybyły do Jerozolimy czyta Pismo Święte i nic z niego nie rozumie[5]. Przynaglony przez Ducha Świętego apostoł Filip dołącza do niego i zaczyna tłumaczyć. Ten nie-Żyd, człowiek z krańca świata, czytał wówczas właśnie IV Pieśń o Słudze Jahwe, dokładnie kwestie wypowiadaną przez narody, których oczy ujrzały zbawienie.

Czego Dusza pragnie

czyli Jezus i Samarytanka[6]

Historia zaczyna się od niezwykłej informacji na temat samego Jezusa. Czytamy, że koło południa zmęczony drogą siedział sobie przy studni. Sformułowanie „siedział sobie” nadaje temu obrazowi wyjątkowo sielskiego charakteru. Sjesta trwa w najlepsze. Jezus jest sam, bo apostołowie udali się do miasta po jedzenie. On tymczasem poluje na duszę Samarytanki. Kiedy ta w konspiracji pojawia się na horyzoncie, Jezus mówi do niej „Daj mi pić!”. Było samo południe w basenie Morze Śródziemnego, szerokość geograficzna podobna do Sycylii. Rzeczywiście pragnienie jak najbardziej uzasadnione, zwłaszcza, kiedy jest się zmęczonym drogą.

Poza dosłownym znaczeniem widzi się tu jednak inne, głębsze. Rzuca na to światło prefacja przypisana na 3. Niedziele Wielkiego Postu, kiedy właśnie czytana jest perykopa o Samarytance: On prosząc Samarytankę o podanie wody, * już ją obdarzył łaską wiary, * i tak gorąco pragnął jej życia z wiary, * że rozpalił w niej ogień Bożej miłości. Słowa „Daj mi pić!” są więc wołaniem o odpowiedź inną niż tylko podanie kubka wody[7]. Są świadectwem owszem pragnienia, ale innego niż tylko to, które narzuca się w przedstawionych okolicznościach. Święte Teresy: Mała i z Kalkuty nazywają je „pragnieniem dusz”, albo tajemnicą „nieskończonego pragnienia nas przez Boga”.  Jest to pragnienie bycia kochanym, pragnienie samego Boga. Rzecz niesamowita. Trudno to zrozumieć. Już sama pierwsza prawda kerygmatu, że jesteśmy kochani przez Jezusa, wydaje się nieraz abstrakcją. Tymczasem On pragnie odwzajemnienia tej miłości, pragnie być osobiście kochanym przez tych, których miłuje. Jak wielkie jest to pragnienie?

Ten sam Ewangelista notuje jeszcze jedną sytuację, gdy Jezus zmęczony drogą, w samo południe, mówi o tym, że chce Mu się pić. Słowo „Pragnę.” wypowiada z Krzyża. Święta Brygida patronka Szwecji wyjaśni: było to pragnienie zbawienia rodzaju ludzkiego,  a zatem i tutaj nie wolno poprzestać na sensie dosłownym. Psalmista dopowie jak dotkliwe stało się owo pragnienie Zbawiciela: moje gardło suche jak skorupa, język mój przywiera do podniebienia.

Odpowiedzieć na miłość Chrystusa, ugasić to bolesne pragnienie wzajemności… Do bł. Gabrieli Bossis Pan powie: żadna dusza nie da mi tego, czego oczekuję od ciebie. Ono nie jest więc masowe, ale bardzo personalne. Tak jak gorąco pragnął Jezus wiary Samarytanki z którą rozmawiał na osobności, tak i gorąco pragnie np. mojej. I tylko ja mogę to pragnienie ugasić.

O tym, że wody wielkie nie zdołają ugasić miłości wiemy. Nawet rzeki pomyj nie dadzą rady, rzeki octu nie ugaszą miłości Chrystusa, bo jej żar to boski ogień. Zatem ta miłość, którą On ma ku nam jest nie do ruszenia. Nic jednak dziwnego, że skoro jest tak wielka, skoro tak wiele uczyniła, szuka wzajemności, nie chce by zapomniano o niej w sercach jak o zmarłym, nie chce się stać jak sprzęt wyrzucona. Pragnienie odwzajemnienia, pragnienie czułości, woła o odpowiedź. A kto ma uszy, niechaj słucha.


[1] Łk 1, 78

[2] Obecnie jest w bardzo ciężkim stanie.

[3] Jakby na potwierdzenie tego mówi Piłat: Oto człowiek!

[4] Iz 52, 13 – 53, 12.

[5] Prawdopodobnie jego historia jest pokrzepieniem dla tych, którzy uparcie czytają, a nic nie rozumieją.

[6] J 4, 1 – 42.

[7] Dodatkową ciekawostką jest fakt, że nie wiemy czy Samarytanka podała Jezusowi wodę dosłownie. Wiemy, że na pewno uwierzyła w Niego, a nawet więcej – przyprowadziła do Niego wielu ludzi, czym tym bardziej ugasiła Jego pragnienie.