IV niedziela Adwentu (Łk 1,39-45)

Nie tylko salony

Kończy się Adwent, czas przygotowania na przyjście Pana. Ale to jest także czas czekania przez Pana na nasze przyjście. Dokonuje się ono najlepiej w spowiedzi, kiedy wracamy do stanu łaski uświęcającej. W tym czasie, jaki jeszcze pozostał, warto więc zadbać o to, aby Jezus przyszedł do naszego serca, czystego i posprzątanego.

Dzisiejsza Liturgia Słowa już przygotowuje nas bezpośrednio do świąt. Prorok Micheasz przepowiada, gdzie Jezus się narodzi: „Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich! Z ciebie mi wyjdzie Ten, który będzie władał w Izraelu” (Mi 5,1). Betlejem zawsze się kojarzy z Bożym Narodzeniem, ale i w inny sposób Bóg przygotowuje nas do tej tajemnicy. Boża obietnica została zrealizowana. Autor listu do Hebrajczyków w drugim czytaniu mówi: „Oto idę, abym spełniał wolę Twoją, Boże” (Hbr 10,7.9). Jezus przyszedł, urodzony w Betlejem, aby spełnić wolę Ojca. Jak to się potoczyło?

 

W Ewangelii czytamy: „W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja” (Łk 1,26-27). Bóg posyła swego anioła. Użyto tu greckiego czasownika apestale. Jego forma pokazuje Boga, jako posyłającego, jako podejmującego dzieło. Anioł przypomina, że Bóg mówi i działa jednocześnie. To On rozpoczyna, nie człowiek. Inicjatywa jest po stronie Boga. Pewnie spotkaliśmy się kiedyś z takimi ludźmi, którzy mówią: tyle razy to ja przebaczałem, tyle razy ja podawałem pierwszy rękę do zgody, teraz tego nie zrobię, będę czekać. Są to ludzie obrażeni, nie podejmą inicjatywy. Bóg taki nie jest, mimo że wielokrotnie przymierze z Nim zostało przez człowieka zerwane, to On cały czas podejmuje inicjatywę i to On wychodzi do człowieka.

Dzieje się to w ciekawym miejscu. Galilea. Jak napisał św. Mateusz, to kraina pogan (zob. Mt 4,15). To nie Judea, w której oczekiwano na Mesjasza, ale kraina pogan. Na dodatek to nie Jerozolima, ale Nazaret. To nie jest centrum świata w oczach ludzi. Nazaret to była prowincja, taka wioseczka, dziura, zaścianek. Nikt nie spodziewał się niczego dobrego po tej mieścinie, o czym przypominał Natanael: „czy może być co dobrego z Nazaretu?” (J 1,46). Wszyscy patrzyliby na Jerozolimę, tam przebywał król, tam była Świątynia, tam byli arcykapłani, uczeni, wierzący. Ale nie Nazaret, nie Galilea. Na dodatek, Bóg idzie do Dziewicy, mającej męża, czyli kobiety, która żyje swoim powołaniem, do niego się szykowała, je realizowała. Imię Jej, Maryja, było wówczas popularne w tamtym rejonie. Maryja, była wówczas zwykłą dziewczyną, nie kimś wielkim, mimo że pochodziła z rodu Dawida, ale zubożałej rodziny.

Bóg w ten sposób pokazuje, że nie pochodzi On, jak to zwykło się mówić: z wyższych sfer, że interesują Go tylko salony, najlepsze jedzenie, a ze zwykłym człowiekiem nie pogada, bo nie chce się schamić ani upaść kulturalnie i intelektualnie. Bóg działa inaczej. Czasami w życiu dziwi nas, gdy ktoś kto się najlepiej nadaje do jakiegoś zadania, skończył najlepsze uczelnie, ma wszystkie certyfikaty, zna bardzo dobrze języki obce, ma tylu znajomych i nie dostaje czegoś, a wybierany jest ktoś inny – widać w nim jakiś dziwny potencjał. Dziwimy się szefowi, że zdecydował inaczej. Jesteśmy zaskoczeni decyzją. Dziś mamy też być zaskoczeni decyzją Boga, że On przychodzi do nas, nie gdzieś tam dalej, do wielkich świata, ale do mnie, z moją historią życia, grzechu, z takim wnętrzem serca jakie mam. Boże, dziękuje Ci! Niech Jezus we mnie się rodzi! A co Pan Bóg szepce dziś do Ciebie, co mówi dzisiaj do Twojego serca?

Błogosławionego czasu Adwentu, czasu duchowego zmagania się! +

ks. Damian Ziemba