III niedziela Adwentu (J 1,6-8.19-28)

Miejsce dla Jezusa

W Adwencie różne znaki towarzyszą nam w przygotowaniu się do Bożego Narodzenia. Są roraty, figurki dla dzieci, schodki Jezusa itd., ale jest i wieniec Adwentowy. Kiedyś słyszałem ciekawe tłumaczenie czterech świec: pierwsza to symbol wybaczenia przez Boga grzechu nieposłuszeństwa Adama i Ewy, druga to symbol wiary patriarchów żydowskich oczekujących Ziemi Obiecanej, trzecia radość króla Dawida z przymierza z Bogiem i ostatnia przepowiadanie proroków oczekujących Mesjasza. Razem świece przygotowują na spotkanie z Bogiem żywym. Dziś już trzecia świeca, blisko więc do końca Adwentu, warto wykorzystać ten czas. I zachęcam na koniec, do kolejnego odcinka rekolekcji Adwentowych ze wspólnotą Miriam.

 

Dzisiaj Kościół daje nam Niedzielę Radości, Gaudete. Ale radość ma być efektem czegoś. Czego? św. Jan w swojej Ewangelii pokazuje to w końcowym zdaniu: „Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu” (J 1,28). Chrzest który udzielał Jan, to chrzest nawrócenia, nie chrzest który dziś znamy. Owszem, ludzie tamwyznawali swoje grzechy, ale św. Jan im ich nie odpuszczał, to się dzieje dopiero w Sakramentach Jezusa, a nie przed Jezusem. Radość, o której dziś mówi Kościół, to nie tylko radość, że przychodzi Jezus, ale radość, że pomimo swojego życia, które do tej pory toczyłem, czasami niefajnego, trudnego, to wracam do Boga, mam taką możliwość i z niej korzystam, aby ostatecznie wybrać Jego.

Dlatego Bóg lubi konkrety. Św. Jan Chrzciciel to był człowiek konkret. To on był na pustyni i tam pościł. Ubierał się jak się ubierał, ale to co głosił było proste i zarazem konkretne – radykalne. Nie szedł w układy, ale jasno pokazywał naukę Bożą. Wzywał do konkretów: wyznaj grzechy i do nich nie wracaj, chociażby tak jak pamiętamy jego nauczanie względem Heroda i Herodiady. Dziś jako ludzie, duchowo, jesteśmy przesyceni wieloma ideami, propozycjami, przepychankami moralno-etycznymi. Przesyt nam szkodzi. Zupełnie inaczej nam się śpi, jak jesteśmy trochę głodni fizycznie, a jak jesteśmy objedzeni po same uszy. Sytość osłania człowieka, głód wyostrza zmysły. Dziś jest dużo tych przesytów, a w nich ciężko nam zobaczyć Jezusa. Przeszkadza nam także nasze rozmycie. Czasami robimy z siebie taką lurę – słabą i niesmaczną kawę. Stąd św. Jan dopowiada: „Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie” (J 1,26b). Przez przesyt, przez bylejakość, ciężko nam zobaczyć Jezusa, a On ciągle jest pośród nas. Ile osób z nas widzi pełen portfel czy pełną lodówkę albo pełen barek albo sprzęt elektroniczny zamiast Jezusa? A mając te rzeczy, nawet o Jezusie nie pomyśli.

Adwent to nie czas postu. Adwent to inny czas. Ale jak radujemy się ze spotkania z kimś to potrafimy wiele zrobić. Zadbamy o fryzurę, zadbamy o strój, potrafimy ułożyć jakiś plan spotkania albo przynajmniej pomyśleć jak ono będzie wyglądać. Adwent to czas w którym zaplanuje, podejmę jakieś wyzwanie, aby zbliżyć się do Jezusa na stałe. To spowoduje moją radość. Co więc zrobić? Zobaczyć, co mnie od Jezusa dziś odciąga, tak po ludzku i nie przesycać się tym, tzn. żeby te sprawy, rzeczy, relacje, czynności, myśli czy uczucia nie nabiły mnie jak kurczaki sterydami w różnych fermach. Niech ten lekki głodzik który się pojawi, albo przynajmniej jakaś przestrzeń we mnie, będzie dla Jezusa. Panie Jezu, pomóż mi też iść nad ten Jordan i tam się nawracać, robiąc miejsce dla Ciebie. A co Słowo, Pan Bóg mówi dzisiaj Tobie?

Otwartości serca i gotowości na spotkanie z Panem na czasu Adwentu! +

ks. Damian Ziemba