XXV niedziela zwykła (Mk 9,30-37)

Dziwna lekcja

Ostatnio przez świat przechodzi informacja o Billu Haydenie, który deklarował się, jako ateista, a ostatnio zadeklarował się, jako katolik. Co się z nim stało? Warto poczytać jego historię (kliknij tutaj). Jego historia uczy, że nigdy nie jest za późno, aby być w Kościele, ale także, że nie warto nikogo skreślać. Módlmy się zatem za poszukujących Boga!

Dzisiejsza Liturgia Słowa przypomina, że Bóg przychodzi, aby ocalić człowieka. Księga Mądrości podpowiada: „Zasądźmy go na śmierć haniebną, bo – jak mówił – będzie ocalony” (Mdr 2,20), a psalm mówi: „Oto mi Bóg dopomaga, Pan podtrzymuje me życie” (Ps 54). W takim klimacie wchodzimy do Ewangelii.

W Ewangelii zaś widzimy, że Jezus wraz z uczniami: „podróżowali przez Galileę, On jednak nie chciał, żeby kto wiedział o tym” (Mk 9,30). Dziwne zachowanie. Czyżby Jezus miał jakieś tajemnice? Albo uciekał przed kimś? Jezus chciał ten czas spędzić z uczniami. To oni mają iść później głosić o Jezusie. To był czas dla nich, dla ich wspólnoty, do zaciśnięcia więzów. Czasami mężczyźni potrzebują posiedzieć sami, tak samo jak kobiety, tak jak mężczyzna potrzebuje czasami coś usłyszeć od innego faceta, kobieta od innej kobiety, taki czas nadszedł dla Jezusa i uczniów. Potrzebują posiedzieć i pogadać sami. Jezus więc mówi: „Pouczał bowiem swoich uczniów i mówił im: «Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity po trzech dniach zmartwychwstanie»” (Mk 9,31). Jezus nie owija w bawełnę. To naga prawda, trochę straszliwa, ale tak wyrażona, żeby mogła być zrozumiała. Te słowa pokazują, że ten kto chodzi blisko Jezusa może usłyszeć twardą mowę. To, że ktoś jest blisko Jezusa nie znaczy, że jest już na zielonej wyspie, a cuda będzie miał na zawołanie. Byłaby to iluzja. To, że jest się blisko Jezusa oznacza, że wielokrotnie usłyszysz gorzkie słowa: nie rób tego, to nie Twoja droga, odetnij się od niego, zostaw go. Pojawi się płacz, pojawi się smutek, pojawi się niezrozumienie, ale Jezus stawia sprawę jasno, mówi zwyczajnie: jest jak jest.

Oni jednak nie rozumieli tych słów, a bali się Go pytać” (Mk 9,31). Jak widać, uczniowie gotowi nie są i nic nie rozumieją. Jezus wykonuje więc ciekawy ruch. „Tak przyszli do Kafarnaum” (Mk 9,32). Uczniowie od kilku Ewangelii idą i idą, a teraz stają w miejscu, nigdzie się nie ruszają, nic nie mają robić oprócz jednego – mają przemyśleć co powiedział Jezus. To nie ślizganie się po powierzchni, ale wejście w głąb. W drodze to myślenie nie poszło im za dobrze. Jezus musiał to zauważyć. Mimo, że jest Bogiem i zna ludzkie serca, Apostołowie musieli dać po sobie poznać, że coś jest nie tak. Jezus nie czeka na to, aż oni sami się zmienią, nie czeka, aż się do Niego dostosują. Bóg, gdyby miał na nas czekać, to pewnie by się nie doczekał, mimo że jest cierpliwszy niż my, ludzie. Nie, nie skończyłby się Jemu czas, ani cierpliwość by się nie wyczerpała. Po prostu my nigdy nie będziemy gotowi, nie będziemy idealni. Zawsze coś nam będzie brakować. Dlatego Jezus, nie czeka i nie zostawia uczniów, ale im pomaga.

Gdy był w domu, zapytał ich: «O czym to rozprawialiście w drodze?» Lecz oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy” (Mk 9). To nie jest głupie pytanie. Jezus zna ich serca, wie wszystko, ale w ten sposób robi zagajke, zaczyna rozmowę. Jezus chce pomóc im dojrzeć, chce dojść do istoty problemu. W grece użyto tu czasownika dielogidzesthe, tzn. oglądanie zagadkowego przedmiotu z wielu stron, rozważanie zastanawiającej sprawy, rozmowę. Apostołowie nie zrozumieli nauki Jezusa o Jego Męce, Śmierci i Zmartwychwstaniu, dla nich ważniejsze były zaszczyty. Na dodatek robili to między sobą, bez Jezusa. Byli zamknięci we własnym gronie. Mają przed Nim tajemnice, choć Jezus kilka chwil wcześniej odkrył przed nimi swoją tajemnicę. Jezus pytając, wchodzi w nich i rozwala to, co się im wydaje. Czasami dziwimy się, że musimy przeżyć jakąś porażkę w życiu. Nie zdaliśmy egzaminu, wspólnota do której należymy się rozpadała, ktoś nas zwolnił z pracy, moje plany się nie zrealizowały. Jezus dopuszcza taką porażkę, aby stała się dla nas lekcją. Lekcją czego?

«Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich!». Potem wziął dziecko, postawił je przed nimi i objąwszy je ramionami” (Mk 9). Jezus uczy, że nie chodzi o rywalizację, ani o układanie się w życiu, ale o bycie przy Jezusie z otwartym sercem i zaufaniem. Jezus chce zupełnie inną relację: jak dziecka z rodzicem, a nie jak pracownika z szefem. Dziecko to symbol zdania na łaskę i nie łaskę innych. Dzieci w wieku 5 lat przecież nie gotują obiadu, nie płacą rachunków, nie potrafią wszystkiego. Muszą liczyć na pomoc innych, na zaufanie i życzliwość. Jezus uczy, że obojętnie od tego co się stanie, liczy się relacja z Nim, zaufanie Jemu, bo to On nas prowadzi przez Galileę życia. Panie Jezu, pomóż mi widzieć, że Ty mnie prowadzisz, pomóż mi ufać, aby iść za Tobą. A co Słowo, Pan Bóg mówi dzisiaj Tobie?

Błogosławionej niedzieli i czasu zwykłego! +

ks. Damian Ziemba