Uroczystość Wszystkich Świętych (Mt 5,1-12)

Gdzie ci święci?

Dzisiejsza Uroczystość Wszystkich Świętych w Kościele obecna jest już od II wieku. Chrześcijanie gromadzili się przy grobach męczenników na Eucharystię i prosili za ich wstawiennictwem o łaski. W IV w. pojawiło się jednak święto Wszystkich Świętych. Zwyczaj ten rozpowszechniono i ujednolicono w IX w. i przeniesiono na dzień 1 Listopada. Dzisiaj każdy z nas może przez świętych w niebie wypraszać dla siebie ogrom łask. Korzystajmy z tych przywilejów.

Dzisiejszą Liturgią Słowa pokazuje nam ogrom świętych. Jak czytamy w Księdze Apokalipsy: „A oto wielki tłum, którego nie mógł nikt policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem. Odziani są w białe szaty, a w ręku ich palmy” (Ap 7,9). Świętych jest ogrom. Dlatego raz w roku wspominamy ich wszystkich, obojętnie czy są uznani przez Kościół oficjalnie, czy tylko znani Bogu. Obojętnie czy spoczywają pod murami jakiejś bazyliki, czy są to miejsca wielkiego kultu i licznych pielgrzymek, czy to cmentarz Pobitno w Rzeszowie czy w parafii Dąbrówka – Gamrat pod Jasłem. Obojętnie, bo świętych znajdziemy wszędzie. Dlaczego jest ich tak dużo? I dlaczego warto z nimi się zaprzyjaźnić? Tak po ludzku, skoro dążymy do świętości i jak już na ziemi znajdziemy jakiś świętych przyjaciół, przez więzy duchowe, to przynajmniej, na pierwszy rzut oka będzie się do kogo odezwać w gronie niebieskim

To ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku i opłukali swe szaty, i w krwi Baranka je wybielili” (Ap 7,14). Święci to giganci, faktycznie, duchowi giganci, herosi. Dlaczego? Każdy z nas spotyka się z różnymi trudnościami: chorobą, z która sobie człowiek nie radzi i konsekwencjami choroby, jakimś odrzuceniem przez rodzinę czy bliskich. Sami szukamy różnych metod wolności, słuchamy amerykańskich naukowców, patrzymy na złote myśli Facebooka albo koleżanek, kupujemy karnety do teatru lub na trybunę sportową na rok, idziemy w jogę czy sztuki walki a okazuje się, że to nie pomaga. Po co nam święci? Bo oni już tą droga przeszli. Nie znaleźli szczęścia w Facebooku czy Instagramie, poradzili sobie ze swoimi krzyżami, chorobą czy odrzuceniem, nie potrzebne im były nietuzinkowe, dalekie od chrześcijaństwa, doświadczenia duchowe. Oni przeszli ta drogą, weszli w różne rzeczy i świadczą do tej pory, że zbawienie mamy tylko w Jezusie. Dlatego paradoksalnie, mimo że natrafimy na te same problemy, Wszyscy Święci będą dla nas pomocą, aby w niej wytrwać w wierze, przy Jezusie i Maryi.

Czasami ta świętość może nas przerażać, bo czytając żywoty świętych: jednego zamknęli w więzieniu (św. Jana od Krzyża), inni chorowali, innych prześladowali, byli napiętnowani przez Kościół (jak św. o. Pio), można stracić rodzinę, albo i głowę (dosłownie). Można być papieżem i mieć masę wrogów, albo matką niewdzięcznych dzieci. I to może przerażać, bo my przecież lubimy święty spokój. Ale w życiu nie chodzi o święty spokój, ale o niebo. To ono jest celem naszej podróży. I ilekroć popatrzymy na Świętych, to oni wszyscy mówią do nas: jest coś więcej, chodź i sam zobacz! Panie Jezus, chce być świętym! A co Słowo, Pan Bóg mówi dzisiaj Tobie?

Błogosławionych Świąt! +

ks. Damian Ziemba