IV niedziela zwykła (Łk 4,21-30)

Dzisiejsze powroty

2 lutego obchodziliśmy święto Ofiarowania Pańskiego, popularnie zwane Matką Bożą Gromniczną. To dzień, gdzie szczególnie dziękujemy za osoby życia konsekrowanego i modlimy się w ich intencjach. W liturgii Ofiarowania Pańskiego Maryja poświęca swoje dziecko Bogu. Również osoby konsekrowane ofiarowują się Bogu nie dla samej ofiary, lecz po to, by poprzez czystość, ubóstwo i posłuszeństwo doświadczyć miłosierdzia i dzielić się nim z innymi. Polecajmy w naszych modlitwach osoby życia konsekrowanego.

Dzisiaj w Liturgii Słowa Bóg pokazuje, jak bardzo blisko jest człowieka. „Ja jestem z tobą – wyrocznia Pana – by cię ochraniać” (Jr 1,19) – przypomina pierwsze czytanie. Bóg musi być bardzo blisko nas, żeby nas bronić. A w drugim czytaniu: „Miłość nigdy nie ustaje” (1 Kor 13,8). Bóg jest tak blisko nas, bo od początku nas ukochał, a ta miłość nigdy nie wygasła i trwa dalej.

Jezus o tej bliskości też dzisiaj przypomina: „Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli” (Łk 4,21). Jezus bardzo mocno podkreśla, że żyjemy w czasie spełniania się tajemnic i obietnic. Możemy tego doświadczać. Tydzień temu Jezus mówił o wolności, którą On przynosi jako Bóg dla człowieka. Słowo dziś pokazuje, że już nie trzeba czekać. Gdy my czekamy na spełnienie jakiejś obietnicy: czekamy aż ferie nadejdą, aż pojedziemy na urlop, aż ktoś bliski nas odwiedzi, to nie możemy się doczekać na to dziś. Jak często ktoś denerwuje się przez całą noc, gdy ma nadejść ten moment dziś – ważnej rozmowy o prace, kontynuowanie jakiejś współpracy. Przeżywamy wiele, aż nadejdzie to dziś. My już nie musimy przeżywać, nie musimy stresować się całymi nocami, nie musimy męczyć się czekaniem. Dla nas dziś, to jest już faktycznie dziś!

Czytamy dalej: „wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego (…) wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić” (Łk 4,22.28-29). Jak wszyscy musieli się ucieszyć słowami Jezusa, ale… No właśnie, ale. Prostota Jezusa, Jego człowieczeństwo, wręcz taka swojskość, stają się skandalem dla znajomych. Przecież On z nimi bawił się w chowanego, grał w berka, ścigał się po wzgórzach, lepił garnki i był w piaskownicy, to jak On może przynosić taką nowinę? To jeden z nich, prosty człowiek, którego znają od dziecka. Jak Ci ludzie musieli się faktycznie oburzyć, skoro chcieli zepchnąć człowieka. Zabić człowieka to niewyobrażalnie trudne doświadczenie pozostawiające piętno, wiem z relacji więźniów wśród których pracuje. Ale zabić kogoś nieznajomego, a zabić kogoś z kim się bawiło to jednak trudniejsze, tak mi się wydaje. Ci ludzie byli jednak na to gotowi zabić Jezusa, którego znali z zabaw i podwórka.

On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się” (Łk 4,30). Jest to jedno z najsmutniejszych słów w Piśmie Świętym. Bóg oddala się od człowieka. Nie człowiek od Boga, ale Bóg od człowieka. Człowiek w wolności mógł być blisko, w wolności może do Boga wrócić. Szansę na to ma każdy człowiek. Zadziwiające jest to, że Jezus już nie zawita do Nazaretu. Moment i łaskę, którą mieszkańcy mieli, to tak naprawdę zmarnowali. Powstanie ogromna przepaść, którą na nowo zbuduje człowiek. Jezus będzie w okolicy, będzie tak naprawdę dalej dostępny, będzie możliwość się z Nim spotkać. On oddala się, daje czas, aby Jego rodacy zrozumieli, przekonali serce i wrócili do Niego. Wielu ludzi przeżywa podobne rozterki: odrzuciło kiedyś Jezusa, bo spotkała ich tragedia: dziecko albo ktoś bliski im zmarł; gdy byli mali, ktoś ich wykorzystał; nie otrzymali pomocy, gdy w domu się nie układało, bo ktoś pił, albo bił; spotkali miłość swojego życia i wybrali tę osobę, zostawili Boga, a wkrótce ta osoba ich zostawiła. Jednak Bóg jest blisko i czeka. Dla nikogo nigdy nie jest za późno, każdy ma zawsze szansę. Tę przepaść można zasypać, będzie to trudniejsze niż normalne spotkanie. Ale tak jak po ludzku: gdy odbudowujemy relacje, rozmawiamy chwilkę, czasami zadzwonimy, odwiedzimy kogoś, tak samo z Jezusem, warto zacząć od zwyczajnego spotkania. Na początku warto wziąć zwyczajnie, głęboki wdech, to zawsze uspokaja, a jak nie jeden to dwa. Jeżeli nie czujemy się pewnie, warto do Jezusa pójść z kimś, komu ufamy. I warto być w tym realistą, człowiek może się rzucić Jezusowi od razu na szyję, ale nie musi być tak na pierwszym spotkaniu. Warto dać sobie czas. Rów i przepaść nie od razu człowiek zasypie, nie jednym machnięciem łopaty. Boże dziękuje Ci, że przychodzisz do mnie! Pomagaj mi nie rezygnować z Ciebie, ale być przy Tobie. Dawaj łaskę powrotu do Ciebie. A co Słowo, Pan Bóg mówi dzisiaj Tobie?

Błogosławionej niedzieli! +

ks. Damian Ziemba