2 niedziela po Bożym Narodzeniu (J 1,1-18)

Mocne oparcie

Mamy nowy rok. Trudny był ten rok, widzieliśmy masę trudności w samym Kościele i w ludziach Kościoła: pandemia, atak na papiestwo (Franciszka czy św. Jana Pawła II), pedofilie, strajki aborcyjne. Trudny rok. Ale mamy nowy. Mam nadzieję, że rozpoczęty z Bożym błogosławieństwem. Oby ten rok był dla nas wszystkich lepszy, zwłaszcza w doświadczeniu Jezusa.

Ewangelia, którą dzisiaj słyszymy jest dość trudna. Jak byłem ministrantem nigdy jej nie rozumiałem. Dzisiaj patrzę na nią zupełnie inaczej. Jest to jedna z podstawowych Ewangelii, proponowana w czasie sprawowania egzorcyzmów wg Rytuału Rzymskiego. Zazwyczaj to ją się czyta. Towarzyszy mi więc ona kilka razy w tygodniu. Zacząłem się więc nią interesować bardziej i bardziej, mimo że na pierwszy rzut oka wydaje się ona niezrozumiała, albo nudna. Dwie myśli ostatnio towarzyszą mi na kanwie tej Ewangelii:

Pierwsza: Ludzie, którzy przychodzą skorzystać z takiej formy posługi, modlitwy uwolnienia, wstawienniczej czy egzorcyzmów, szukali życia w wielu różnych miejscach. Jest wiele zagrożeń duchowych, które chcą pokazać nam pełnie życia, będąc na topie. Niby modne, przecież tylko będziemy chwilkę bawić się w Halloween, spróbowaliśmy wywołać ducha, to nic, że korzystaliśmy z magii i czarów, a przecież bioenergoterapia pomaga. A do tego, przecież liczy się kasa, prestiż, moja pozycja w świecie. Dzieją się tragedie, nie mówię że u każdego. Ale dzieją się dramaty takich ludzi. Tymczasem co mówi dziś św. Jan o Jezusie? „W Nim było życie” (J 1,4), bo Jezus sam o sobie powiedział: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem” (J 14,6). Gdy Jezus uwalnia takie osoby, cały czas mam przed oczami to, że On jest życiem. Ja nie potrzebuję szukać czegoś więcej, czegoś ekstremalnego gdzie indziej. Moje życie jest w Jezusie. Całe życie.

Druga: No to jak sobie radzić wobec tego z życiem tutaj na ziemi? Św. Jan mówi później: „Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili” (J 1,12-13). Nasza siła do walki w tym świecie, przeżycie je w dobry sposób wynika z tego kim jesteśmy – dziećmi Bożymi. Demon chce nam wmówić, że nimi nie jesteśmy, że to nie jest wcale takie ważne, że liczy się to, kim jesteś na ziemi. Ani krew, ani rasa, ani to, czy jest ktoś chciany na ziemi przez rodzinę czy nie, nie ma takiego wpływu na nas, jak to, że Boga mamy za Ojca. W Jezusie stajemy się dziećmi, na nowo. Nosimy w sobie osobiste doświadczenia. Nie u wszystkich jakaś sytuacja będzie traumą, dramatem czy trudnością. Możemy się przed tym bronić mając bogate wyposażone wnętrze. Inaczej jeździ się autem, jak wiesz że masz ABS, mocniejsze blachy i poduszki powietrzne, a jak to, że jedziesz maluchem, w którym nie ma nic takiego. Jeżeli będziemy bogaci w to doświadczenie – bycia dzieckiem Boga, to wszystko co nas spotka, każdy lęk, ingerencja w nasze wybory będzie możliwa do przeżycia. Bóg jest najlepszym oparciem, nie krew, ciało czy człowiek. Boże, chce opierać swoje życie o Ciebie! Prowadź mnie! A co Słowo, Pan Bóg mówi dzisiaj Tobie?

Mocy Bożego błogosławieństwa! +

ks. Damian Ziemba